października 20, 2021

O problemach w macierzyństwie

 Czasami przychodzi taki moment, że musisz przelać swoje uczucia na papier. To poczułam dziś, po trudnej nocy, jaką zgotowało mi dziś moje dziecko. Ten post dedykuję każdej Mamie - bo drogie Mamy - jesteście super Babki! I nie dajcie sobie wmówić czegoś innego!

Zacznę bardzo oficjalnie. Mam na imię Justyna i jestem Mamą niespełna 9 miesięcznej Jowity. Czy jestem idealną Mamą? Nie, ale chciałabym być. I tu powinniśmy się zatrzymać, ja powinnam wypiąć się do kogoś, kto mógłby mi zasadzić konkretnego kopa w tyłek. Jestem idealną Mamą. Wy też jesteście idealnymi Mamami dla swoich dzieci. Ale zanim zmieniłam swoje nastawienie w tej kwestii, przeszłam dużo załamań. I o tym chciałam dziś trochę pogadać. Wylać swoje przemyślenia, może też moje żale. Przeczytajcie proszę ten wpis od początku do samego końca. Być może jesteś młodą Mamą. Być może spodziewasz się dziecka. Przeczytaj ten wpis, by nie popełniać moich błędów. Przeczytaj to jako swego rodzaju wsparcie, bo zamierzam Cię teraz przytulić, poklepać po plecach i powiedzieć Ci, że jesteś fantastyczna! Mnie tego brakowało. 

Zacznę od początku, czyli od narodzin Jowity. Jak wyobrażałam sobie macierzyństwo? Jak cudowny, sielski obrazek, którym raczą nas celebrytki i influencerki z instagramowych kont. Tiule, falbanki, maskotki, słodkie malusieńkie stópki śpiącego bobasa pachnącego jak "Baby Powder" od Yankee Candle. Uśmiech na twarzy Mamy, brak sińców pod oczami, zawsze świeże i umyte włosy, nienaganny makijaż, piękne stroje. Spacery z wózkiem, zdjęcia w parku, lesie. Wyjazdy i podróże - te małe i duże, na każdej fotografii uwiecznione małe, śpiące niemowlę. Brzmi fantastycznie. I wiecie co? Nie miało to kompletnie nic wspólnego z moim macierzyństwem, a zwłaszcza z jego początkami.

Moja córka to dziecko w typie High-need Baby. Jeśli obiło Ci się o uczy to stwierdzenie, to mogę być prawie pewna, że Ciebie również spotkał ten szczęśliwy los i posiadasz takie dziecko, a wcześniej sprawdzałaś w Wujaszku Google "moje dziecko stale płacze, jest nieodkładalne, budzi je najdrobniejszy szmer". I pyk - przenosi Cię na jeden, drugi, trzeci artykuł. Na czwarty i piąty wpis na blogu. Znasz to? No właśnie. Zrobiłam DOKŁADNIE to samo, kropka w kropkę powtórzyłam ten schemat, gdy starałam się odnaleźć odpowiedź na pytanie "co jest nie tak ze mną i dlaczego Jowi zachowuje się tak, a nie inaczej".

Nieodkładalne dziecko. Płaczące tak, że nie raz krztusiła się własną śliną, a ja mało co nie wylądowałam z zawałem serca ze strachu, że Jowi przestanie przez to oddychać. Dziecko śpiące w dzień tylko na moich rękach. Dziecko, które budziło pyknięcie kostki w kolanie czy stopie, cyknięcie paneli czy mlaśnięcie psa, który akurat gdy urodziła się Jowi, postanowił częściej myć swoje jajka. Dziecko, które wydawać by się mogło, że śpi kamiennym snem, po czym odchodząc od łóżeczka stanęłaś na nie ten panel, co trzeba i cyknięcie sprawiło, że ten słodko śpiący bobas ma oczy jak pięciozłotówki. A gdy dodasz do tego mieszkanie przez 6 miesięcy w 1 pokoju z takim szkrabem - zapomnij o względnym wypoczęciu w nocy. Każda próba przekręcenia się w nocy na łóżku skutkowała wybudzeniem małej Terrorystki. To wydaje się teraz zabawne, ale razem z mężem znaliśmy na pamięć miejsca, w których podłoga wydaje z siebie cyknięcie budzące Jowitę. 

Biały szum - szumisiowe szumy tak wbiły mi się w mózg, że kompletnie ich już nie słyszę, nie zwracam na nie uwagi. A co noc Szumiś dzielnie szumi i zagłusza wszelkie hałasy, które mogą zbudzić śpiącą Jowitę. 

Spacery? Jazda samochodem? Zapomnij... No chyba, że chcesz strzelić sobie w kolano. Tak - tak wyglądało to przez kilka miesięcy. Spacer w biegu. W sprincie z wózkiem byłam mistrzynią, na bank zajęłabym 1 miejsce, machając do Was spocona z podium. W ciąży oczami wyobraźni widziałam, jak chadzamy sobie na długie spacery w pięknych okolicznościach przyrody. Realizm boleśnie dał mi po mordzie - nie byłam w stanie przejść z Jowitą kilometra, a wrzask mojej córki z pewnością docierał na drugi koniec mojej wsi. Wielokrotnie wychodziłam z Jowi w wózku a wracałam z nią na rękach, popychając go obolałym po cesarce brzuchem. BO PRZECIEŻ DZIECIAK SIĘ PRZYZWYCZAI. Gdy słyszałam słowa "przyzwyczai się" - rzucałam się z pazurami i chciałam wydrapać oczy każdemu, kto wypowiedział przy mnie te słowa. Na szczęście teraz Jowi jest w stanie przejechać w wózku niecałe 2 km (w spacerówce), gdy ma dobry dzień. I to tylko raz dziennie - w innym przypadku jest marudzenie, krzyk, płacz i fochy. Co do jazdy samochodem - do dnia dzisiejszego mamy z tym ogromny problem. Płacz, zdenerwowanie, w najlepszym wypadku marudzenie. Jowita nie jest dzieckiem śpiącym w aucie, chętnie wyruszającym w podróże. I tak - w wózku również nie zaśnie. Wiecie co mnie bolało? Bo teraz, już trochę to wszystko przegryzłam. Bolało mnie niezrozumienie mnie w tej kwestii. Bo przecież KAŻDE dziecko lubi wózek i samochód. KAŻDE śpi. PRZYZWYCZAI SIĘ do tego. PRZESADZASZ. Bolało jak diabli... Gwoli jasności - nie przyzwyczaiła się ;) I się nie przyzwyczai. Prędzej dorośnie. 

Po co to wszystko piszę? Nie chcę się wyżalać. Ja już swoje wypłakałam wtedy, gdy nikt nie potrafił mnie zrozumieć, gdy słyszałam stale, że przesadzam i że wiedziałam na co się piszę, gdy zdecydowałam się na macierzyństwo. A ja chciałam być tylko zrozumiana, chciałam żeby ktoś powiedział "Justyna, dasz radę. Kto jak nie Ty?". Pragnęłam przytulenia, wypłakania się na ramieniu i usłyszenia, że jestem silna i mogę liczyć na pomoc, również tę psychiczną. 

Ile razy dokładałam sobie do głowy (i robię to nadal, chociaż zdecydowanie rzadziej), że jestem złą Mamą... Bo traciłam cierpliwość, bo nie miałam siły. Bo krzyknęłam, a nie powinnam. Zamknięta w domu 24 na dobę z małym dzieckiem (pamiętajcie, ja w zasadzie nie wychodziłam dalej niż na podwórko... nie spotykałam się z ludźmi) dostawałam pierdzielca. Dopadały mnie przygnębiające myśli, mój nastrój był fatalny a na domiar złego roztyłam się fatalnie przez co samoocena drastycznie spadła w dół, a ja nie potrafiłam z tym nic zrobić. Czułam się beznadziejna, brzydka, zaniedbana i na dodatek, jako wisienka na torcie, wmawiałam sobie, że jestem złą Matką bo sobie nie radzę. I ta śnieżka, którą sama zrzuciłam z góry, turlała się tworząc coraz większą kulę, która w końcu rozbiła się o ścianę. Ja się rozbiłam. Płakałam i nie potrafiłam się podnieść. Zanosiłam się płaczem, tonąc w czarnej dziurze beznadziei i niezrozumienia. 

Wreszcie po wybuchu przyszły wnioski, które chcę Wam przekazać. Dużo o tym myślałam i postanowiłam dać Wam kilka złotych rad od Ciotki, która bywa Zosią-Samosią i która bierze sobie dużo rzeczy do siebie.  Kobietki moje Drogie. Nigdy nie dajcie wmówić sobie, że jesteście złymi Mamami. Nie pozwólcie, żeby taka myśl zakiełkowała kiedykolwiek w Waszych głowach. I najważniejsze - nie bójcie się prosić o pomoc. Schowajcie dumę i myśl "Dam sobie radę sama" czy "ja Wam pokażę!" do kieszeni. Dajcie sobie pomóc, dajcie się odciążyć. Zasługujecie na to jak nikt inny. Kąpiel w wannie, fryzjer, zrobienie paznokci, spacer czy chwila z książką. Zasługujesz na to! Miej w tym wszystkich chwilę dla siebie, nie popełniaj mojego błędu. Spotkaj się ze znajomymi, pogadaj z przyjaciółką, wyjdź do kawiarni i napij się wreszcie pysznej, gorącej kawy, zagryzając ją bombą kaloryczną w postaci jakiegoś fantastycznego ciastka. Rozmawiaj i nie bój się przyznać do tego, że jest Ci źle. Nie bądź w stosunku do siebie krytyczna. Nie myśl, że jesteś słaba. Jesteś najlepszą i najsilniejszą Babką pod słońcem! I pamiętaj, że zawsze tu jestem i możesz na mnie liczyć - chętnie porozmawiam, wysłucham, wyściskam i pogłaszczę po głowie. 



Wspierajmy się i bądźmy dla siebie dobre. I pieprzyć wymuskane zdjęcia na instagramie. Wierz mi, że te Laski też mają gorsze dni, ale boją się pokazać prawdy i zaburzyć tego idealnego świata, który tak pieczołowicie budowały dla serduszek. Mamy prawo do gorszego dnia i samopoczucia, nie bójmy się powiedzieć głośno "MAM ZŁY DZIEŃ". Jeśli masz za dużo na swoich barkach - odpuść coś. Świat się nie zawali, gdy nie wyprasujesz dziś ciuchów. Zamiast tego zrób coś przyjemnego dla siebie. Doceń siebie i nie trzymaj w sobie negatywnych myśli, emocji. Jest Ci źle? Wal śmiało. 

Mamy! Kocham Was mocno i tulę każdą z Was! W kupie siła, bądźmy swoją podporą i ostoją! I pamiętajcie - jesteście wspaniałe! 

1 komentarz:

Dziękuję za każdy komentarz! :)
Jeśli spodobał Ci się mój blog - zachęcam do obserwowania.
Ściskam!

Copyright © 2016 W Fotelu , Blogger