lutego 05, 2021

O tym, jak nie warto planować czyli odrobina prywaty w 2021 roku

Styczeń minął tak szybko, że nawet nie zdążyłam się z Wami przywitać w nowym roku. Jestem Wam winna swego rodzaju przeprosiny i wyjaśnienia. Weźcie więc coś do picia i zapraszam na luźniejszy, osobisty wpis.

Powinnam zacząć wszystko od początku. W 2021 rok weszłam z przytupem. Na świecie pojawiła się tak bardzo wyczekiwana przeze mnie Córka. Chyba nie wspominałam Wam o tym, że wiadomość o ciąży bardzo mnie zaskoczyła. To dlatego, że zostałam wielokrotnie informowana, że zajście w ciążę będzie u mnie bardzo trudne ze względu na mój stan zdrowia, a szanse z roku na rok będą drastycznie spadać. I nagle jakby coś puściło, coś się odblokowało - na teście ciążowym pojawiły się 2 kreski. Co wtedy czułam? Istny rolercoster. Szczęście, przeogromną radość ale i strach, niepewność, nietypowa sytuacja związana z pandemią, stres. Wierzcie mi - na początku nie było mi łatwo. Długo nie mogłam uwierzyć w to, że w naszej rodzinie pojawi się mały człowiek. I tak żyliśmy razem i rośliśmy by 04.01.2021 nareszcie móc się zobaczyć.



Życie trochę weryfikuje nasze plany. Muszę nauczyć się tego, żeby nie planować niektórych rzeczy aż tak na przód. Co zaplanowałam? Oczywiście przemyślane zmiany, a jakże! Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała czegoś zmienić. Taka ciągła rutyna po pewnym czasie mnie męczy, uwiera i uciska. Chciałam zmienić może nie tyle kontent, co sam sposób dzielenia się z Wami różnymi kwestiami. Na obecną chwilę musiałam troszkę odpuścić, dopóki nie dotrzemy się z moją Córeczką. Obecnie przechodzimy sinusoidę jej zachowania - raz jest chwila oddechu, bo Mała jest małym Aniołkiem, innym zaś razem staje się malutką Terrorystką, która pobija rekordy w płaczu i braku snu w ciągu dnia i nocy. Wydaje mi się jednak, że te kwestie zostawiłabym  na inny wpis (taki, który przyszłym młodym rodzicom bez wątpienia może się przydać. Ja takowego wpisu szukałam w czeluściach Internetu).
Postanowiłam jednak, że nie zostawię Was bez wyjaśnień, stąd właśnie ten wpis.



Jakie miałam plany na moje miejsce w sieci? Chciałabym, żeby było prawdziwe, żeby było takie o jakim zawsze marzyłam. Szczere, proste, ukazujące moje pasje ale i takie, gdzie tak jak teraz - mogę napisać o tym co czuje, co się dzieje. Potrzebuję tego, od dawna potrzebowałam ale gdzieś w głębi siebie czułam blokadę jeśli chodzi o dzielenie się z Wami moimi przemyśleniami na luźniejsze tematy (nie związane z hobby). Odnosiłam wrażenie, że wywlekanie swoich osobistych przemyśleń, dzielenie się problemami i radościami nie będzie najlepszym pomysłem. Ale chce spróbować, by później przekonać się czy było warto. 
I tak będzie - szczerze i prawdziwie, nie tylko o książkach i świecach. Pragnę pisać regularnie, tyle że o systematyczności mogę na ten moment pomarzyć. Obecnie nie zawsze jestem w stanie zjeść ciepły posiłek, kawa która piję zazwyczaj jest zimna, śniadanie zrobione przez męża o 6:30 zjadam grubo po 10 a książki które chciałabym przeczytać leżą i kurzą się na półce. Staram się łapać chwilę między karmieniem, usypianiem małej Terrorystki i jej przewijaniem. A co jak co - warto byłoby znaleźć chwilę na sen i inne obowiązki domowe. Bo o czasie wolnym tylko dla siebie nawet nie myślę. Tak właśnie wyglądał mój miniony miesiąc.


Takie zmiany (związane z bardziej osobistym kontentem) miały też dotknąć mojego Instagrama. Osoby śledzące moje media społecznościowe pewnie zauważyły małe zmiany, już pod koniec roku te zmiany zaczęłam wcielać w życie. Uczyłam się systematyczności, dodawania postów każdego dnia. Dziś nie mam nawet chwili na zrobienie zdjęć (ostatnie jakie wykonałam, robiłam szybciutko na przewijaku Małej łapiąc 10 minut jej turbo drzemki bez moich ramion), dlatego trochę mi przykro że nie mogę wcielić w życie planów związanych chociażby z systematycznością.

Proszę, trzymajcie za mnie kciuki w tej nowej sytuacji. Wasze wsparcie jest dla mnie ogromnie ważne. Mogę na Was liczyć? 

Także tym akcentem kończę ten dzisiejszy post. Czas mnie nagli, w każdej chwili moja Córka może się obudzić. Ściskam Was mocno i mam nadzieję, że wkrótce znów się tu spotkamy! :) 


3 komentarze:

  1. Przeczytałam cały wpis Justynko i rozumiem Cię doskonale. Czekamy na Ciebie, a Ty odpocznij, złap równowagę, naciesz się czasem, który tak szybko mija. A reszta zaczeka :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję Córeczki i dla całej Waszej rodziny duuużo zdrówka 😙
    Jak najbardziej Cię rozumiem,czekam na kolejne posty i przesyłam Ci masę wsparcia 😙
    Wiadomo że przy opiece nad dzieckiem ,ciężko jest prowadzić bloga ,IG bo trzeba też czasami odpocząć
    Mam nadzieje ze Twoja córka niebawem będzie miała o wiele mniej z Terrorystki a więcej z Aniołka 😉
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! :)
Jeśli spodobał Ci się mój blog - zachęcam do obserwowania.
Ściskam!

Copyright © 2016 W Fotelu , Blogger