kwietnia 19, 2018

Naturalne #2 BANIA AGAFII - czyli produkty z babcinej szafeczki

Witajcie Moi Drodzy!

Dziś bez zbędnego paplania przechodzę do kolejnego wpisu o kosmetykach naturalnych. Niesamowicie cieszy mnie fakt, że przyjęliście tę serię tak ciepło :) To dodało mi skrzydeł! Dlatego - dziś kolejny naturalny produkt. Zapraszam do dalszej części wpisu!




Babuszka Agafia - myślę, że część z Was na pewno zna produkty tej firmy :) Przyjemne opakowania, super przystępna cena, naturalne składy i urocza babuszka Agafia patrząca z opakowań - czego chcieć więcej? Bardzo lubię i cenię sobie produkty z tej firmy. Jednakże w tej chwili moje zapasy Bania Agafii znacznie się zmniejszyły i jedyne co mi w tej chwili zostało to ta tonizująca maska.

Kilka słów o samej marce. Bania Agafii to naturalne, rosyjskie kosmetyki bazujące na starych,  recepturach zielarki Agafii Tihonownej Jermakowej. Produkty mają przyjemne składy - bez parabenów i sztucznych barwników. Podstawa to naturalne roślinne ekstrakty olejki eteryczne czy też różnego rodzaju napary. Marka przedstawia całe spektrum produktów do ciała i włosów - maseczki, szampony, odżywki, peelingi, masła i mydła.

Jak już wspomniałam, używałam wielu produktów tej firmy. Najczęściej były to maski do twarzy (tak, jestem maseczkowym świrem. Nie chcecie zobaczyć mojego maseczkowego pudełka... ;) )
Stwierdziłam, że w serii naturalnej nie może zabraknąć Agafii. Jednakże z całych moich zbiorów została tylko ta maseczka. Więc generalnie bierzmy pod uwagę CAŁĄ firmę a nie tylko tę maskę (z którą mam relację love/hate).



Maseczka jest przeznaczona do pielęgnacji wrażliwej i zmęczonej skóry twarzy.
Zawiera liczne składniki aktywne takie jak daurska lilia i sok ogórecznika, cladonia śnieżna,  ekstrakt organiczny rumianku. Produkt ma usuwać podrażnienia, łagodzić stany zapalne, tonizować skórę i nawilżać ją.
Zalecany sposób używcia - nanieść maskę na oczyszczoną skórę twarzy omijając okolicę oczu. Pozostawić na 10 minut i zmyć ciepłą wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu.
Pojemność maski to 100ml.


I teraz... Za co lubię tę maskę? Faktycznie maseczka świetnie nawilża i tonizuje skórę. Nie wiem na ile wpływa ona na niedoskonałości, acz po niej żadne wulkany się u mnie nie pojawiają. Przyjemnie pachnie, dobrze się nakłada i łatwo zmywa.

A teraz ta mniej przyjemna rzecz. Ja z reguły mam dość wrażliwą cerę... Niestety maski nie mogę trzymać na buzi 10 minut ponieważ czuję zbyt duże i zbyt irytujące pieczenie i mrowienie. Po zmyciu maski moja buzia jest zaczerwieniona. Ale akurta ten aspekt przeszkadza mi najmniej - i tak maseczki robię ZAWSZE wieczorem, gdy wiem że później już nie wychodzę z domu. Więc po maseczce nakładam na buzię resztę pielęgnacji i do rana spokojnie zaczerwienienie znika (własciwie, to znika już po 30 minutach). Główny minus tej maski to dla mnie to irytujące pieczenie i mrowienie. Wiem jednak, że nie tylko ja mam takie uczucie po tej maseczce ;)

Mimo tego powiem Wam, że na prawdę szczerze lubię tę maseczkę :) Warto wypróbować (najlepiej wieczorem, gdy wiecie że nigdzie się już nie wybieracie.) Maseczka jak większość produktów jest na prawdę w dobrej cenie. Można ją kupić w granicach 4,90-8 zł w zależności od miejsca. Ja swoją kupiłam chyba za ok. 6 zł.


22 komentarze:

  1. Uwielbiam tą jak i inne maseczki babuszki, powiem ci, że u mnie nie występuje uczucie mrowienia, może dlatego, że nie mam wrażliwej skóry, lubię w lecie najbardziej maseczkę odświeżającą, a zimą fitoaktywną, która fajnie rozgrzewa skórę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę bo czasem moja wrażliwa skóra doprowadza mnie do szału! ;)

      Usuń
  2. Kojarzę tą babuszke, jednak nigdy nic od niej nie miałam.
    Chętnie wypróbuję tą maseczkę ☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wypróbować :) Cenowo super i efekty fajne po użyciu tych maseczek :)

      Usuń
  3. Kojarzę maseczki babuszki, ale tej konkretnej nie ;) ciekawy wpis :)

    Makijazagi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do marki mam mieszane uczucia. Jeden produkt się sprawdził inny był do bani. Mimo to mam jeszcze kilka opcji na uwadze ;)
    Pozdrawiam panienkę o tym samym nazwisku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam witam :D No to tak jak ja akurat z tą maseczką - taki love/hate ;) Bo niby fajna, efekty są ale mrowienie mnie irytuje...

      Usuń
  5. Ale fajnie wygląda ta maska :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam te maseczki :)
    Zapraszam na nowy post :)
    http://www.stylishmegg.pl/2018/04/marynarka-w-krate.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Choć z produktem nie miałam styczności to jednak sama marka mi jest znana. Niestety złapałam się na zakupie tak jakby podróby, choć moja mama zakupiła ją w renomowanym zielarskim sklepie, a dowiedziałam się z kolei o zamianie etykiet i dwóch miejscach produkcji od innej blogerki :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty! Serio? Pojęcia nie miałam, że podrabiają nawet takie rzeczy...

      Usuń
  8. Ja bym mrowienia i pieczenia nie wybaczyła, maseczka to ma być dla mnie moment relaksu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że jeżeli jakiś kosmetyki powoduje pieczenie, mrowienie, to raczej nie powinno się go w ogóle stosować nawet jeżeli efekt uboczny szybko znika. Wolałabym nie ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też po tę maskę sięgam sporadycznie - najczęściej stosuję inne a tej nie mam serca od tak wyrzucić ;)

      Usuń
  10. Maseczki Babuszki dobrze się u mnie sprawdzały, ale jedna właśnie mnie mrowiła i podrażniała, nie pamiętam czy to nie była właśnie daurska:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, że to była akurat ta :) Mnie np. inna z Babuszki nigdy nie mrowiła, a ta kurczę za każdym razem... ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! :)
Jeśli spodobał Ci się mój blog - zachęcam do obserwowania.
Ściskam!

Copyright © 2016 W Fotelu , Blogger